środa, 15 lipca 2015

Nieustające wakacje


Wielu ludzi myśli, że ja strasznie dużo jeżdżę, tymczasem jeżdżę tylko tyle, ile może jeździć osoba, która ma tylko 20 dni urlopu. Cała reszta wynika z tego, że ja po prostu mieszkam w interesującym miejscu. Dobrze jest żyć w jakiejś ciekawej okolicy - to tak, jakby ciągle być na wakacjach.
Na przykład taka trasa klifami z Bray do Greystones przechodzi praktycznie pod moimi drzwiami.

Zaczyna się oczywiście na plaży w Bray. Wchodzi się na nią na początku tak, jakby się szło na Bray Head.


A potem się idzie i idzie. Prosto za nosem :)
Ładnie widać z daleka Dalkey Island i Howth....


A w drugą stronę Greystones, a nawet Wicklow.


Najładniejszy, najbardziej dramatyczny odcinek jest bliżej Bray.


Potem, w pobliżu Greystones, robi się trochę płasko.


Są też drobne atrakcje dla miłośników zabytków kultury - ruiny średniowiecznego kościółka w Bray...


...i w Greystones. (Chyba naprawdę nie ma w Irlandii miejsca bez ruin średniowiecznego kościoła...) O ile dojście do tego pierwszego jest łatwe i przyjemne, a w gratisie jest jeszcze śliczny widok na Bray, o tyle ten drugi zarastają potworne pokrzywy. Podobno przejście klifami z Bray do Greystones istniało już w średniowieczu - lokalizacja tych dwóch kościołów zdaje się potwierdzać tę hipotezę.


Greystones to sympatyczne miasteczko z szeroką plażą i kilkoma dobrymi restauracjami, toteż dojście tam stanowi pewną nagrodę za przebycie tej siedmiokilometrowej trasy. Obiad można zjeść w Happy Pear, to zdecydowanie mój ulubiony adres w tym miejscu, jedzenie jest smaczne, bardzo zdrowe, po wizycie w tej restauracji zawsze mam wrażenie, że się nawitaminizowałam na następne sto lat. Do tego obsługa jest super, nie wydaje się w ogóle zmęczona walącymi ciągle drzwiami i oknami klientami, a ceny są przystępne. 


Informacje praktyczne:

Długość trasy: około 7 km. Ja szłam najkrócej 1 godzinę 10 minut, najdłużej - 2 godziny. 

Transport: do Bray z Dublina dojeżdża się Dartem, bilet tam i z powrotem około 6 i pół euro. Dart dojeżdża też do Greystones, można nim więc wrócić, albo pojechać do Greystones najpierw, i stamtąd iść. Wtedy trasa zaczyna się dość nudno, trzeba wejść w uliczkę przy przystani, koło ryby z frytkami. 

Jedzenie: O Happy Pear w Greystones już pisałam, ostatnio jadłam też w żółtej kafejce za mostem, której nazwy nie pomnę, ale jej kolor i lokalizacja są tak charakterystyczne, że każdy na pewno się domyśli, o którą chodzi. Jedzenie też było bardzo smaczne. 

Jedzenie w Bray to temat na osobny wpis. Mamy tutaj raj :) Ja najbardziej lubię Campo De' Fiori (ach, te bakłażany, ta pizza!), Carpediem naprzeciwko, a ostatnio, zaraz koło stacji, otworzyło się Caffe Letterario GattaNera, gdzie byłam na razie na kawie i ciastku, były cudowne. Można tam też poczytać książki po włosku i angielsku, chyba naprawdę polubię to miejsce. 

Trasa alternatywna z Bray: jako, że ten odcinek zaraz przy Greystones za którymś razem robi się już nudny, warto wykorzystać nieoficjalną ścieżkę, która łączy trasę klifową z trasą na Bray Head. Trzeba iść górą, aż do miejsca, z którego rozpościera się widok na Greystones, wejść na takie małe wzniesienie po lewej stronie, z którego ten widok lepiej widać, po czym wypatrzyć sobie stamtąd ścieżkę. Początek jest kamienisty, stromy, dobre buty to podstawa. 

Więcej informacji znajdziecie (po angielsku) na cudownej, interesującej i bardzo inspirującej stronie internetowej http://www.thecliffwalk.ie/.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz