wtorek, 12 stycznia 2016

Pięć powodów, dla których warto się wybrać na Little Sugarloaf


Szczyt, widok na Bray, październik 2015
Little Sugarloaf jest jedną z gór, na które warto się wybrać, jeśli przypadkiem zatrzymaliście się w Bray lub w okolicach. Jego nazwa, w tłumaczeniu, brzmi "mała głowa cukru". Wydaje się więc, że jest to góra mała i słodka. A tymczasem siedzi w niej diabeł :)
Nieraz się zdarzyło, że przy całkiem niezłej pogodzie czubek Małego Sugarloafa tkwił w chmurze. Raz na niego, w takich warunkach, poszłam. Było to całkiem interesujące, bo nie było nic widać w dół, i miałam wrażenie, że weszłam na coś naprawdę wielkiego.

Mgła, luty 2015
Warto się jednak wybrać przy dobrej pogodzie, bo widok jest niesamowity. Widać stamtąd Bray, Greystones, Wicklow, Howth, wyspę Lambay, i oczywiście morze. Po drugiej stronie majestatycznie wznosi się Great Sugarloaf.

Widok na Great Sugarloaf, październik 2015
Opinie o tej górze są różne. Są tacy, którzy twierdzą, że wejście na nią to niedzielna, rodzinna wycieczka, inni, że jednak trochę trzeba się powspinać (przy czym ta druga opinia  nie pochodzi od ziemniaka kanapowego, tylko od osoby, która jest w wojsku, i od czasu do czasu musi mieszkać w okopach). Niektórzy wolą Małego Sugarloafa od Wielkiego, bo jest z niego lepszy widok. Tu można by polemizować. Co kto woli, z Małego widać więcej morza, z Wielkiego więcej gór. Widoki, i z jednej, i z drugiej góry, są przednie.

Mały Sugarloaf, widok na północ, styczeń 2016
Dlaczego warto się tam wybrać? Po pierwsze, widoki. Po drugie, jest to góra niewysoka, wycieczka jest krótka, wejście zajmie mniej, niż godzinę. Jeśli macie auto, i możecie podjechać na parking pod sam początek szlaku, może nawet pół. Jak na tak krótkie (choć męczące) wejście, góra jest dość spektakularna. Za takie widoki spodziewałabym się bardziej namęczyć :)

Widok na: Bray, Killiney Hill, Dalkey Island, Howth i wyspę Lambay, styczeń 2016

Po trzecie: święty spokój. Rzadko są tam turyści, może w weekendy, w dni powszednie prawie wcale. 

Po drodze, październik 2015
Po czwarte, jest tam ciekawy zabytek. Na jednym z kamieni są wyryte dwie niewielkie spirale, podobno celtyckie. 


Ryty spiralne
Po piąte - na dole, w miejscowości Kilmacanogue, skąd będziecie wychodzić, albo tamtędy przejeżdżać, są małe ruiny kościoła przy starym cmentarzu. Dość urokliwe miejsce, ale trzeba mieć trochę szczęścia, żeby tam wejść, bo zazwyczaj jest tam kłódka (do samego kościoła nie da się wejść, bo rośnie w nim bardzo dużo krzaków). No, ale czy w Irlandii w ogóle jest miejsce, gdzie nie ma średniowiecznych ruin?

Ruiny w Kilmacanogue
Powiedziałam jednak, że w górze tkwi diabeł, więc na co trzeba uważać? Po pierwsze, na wiatr. Idąc w jakiekolwiek góry w Irlandii, trzeba sprawdzić wiatr najpierw, przed wycieczką - najlepiej obejrzeć sobie pogodę na norweskiej stronie yr.no, i jeśli wieje więcej, niż 10 metrów na sekundę, nie iść. Raz tam byłam przy takiej pogodzie, byli tam też wtedy inni ludzie, którzy, jak ja, dali się nabrać na słońce. Jednemu z nich zwiało wszystkie włosy na lewą stronę głowy, wyglądał komicznie :)

Luty 2015. Przynajmniej nie wiało :)
Po drugie, buty za kostkę do podstawa, bo kamienie, po których się idzie, czasem się ruszają, i trzeba iść ostrożnie. 

Wielki Sugarloaf widziany z Małego, i typowa dla nich obu mgła na czubku.
Podsumowując:
Do Kilmacanogue można dojechać na dwa sposoby: Autobusem 45a z Dun Laoghaire/Bray, albo autobusem 133 z Dublina/Bray/Wicklow. Nie polecam czterdziestki piątki, bo jest to Dublin Bus, który zatrzymuje się co 100 metrów i nigdy nie przyjeżdża na czas. Jeśli startujecie z Bray, albo z Dun Laoghaire, i macie dużo czasu, albo blisko na przystanek, a przy tym chcecie zaoszczędzić, to możecie wybrać tę opcję, bo jest tańsza. Ale jeśli zależy Wam na czasie i komforcie, jedźcie 133. 

Żeby dojść z przystanku na szlak, należy minąć stację i schody, i po kilkudziesięciu metrach skręcić w lewo, zaraz będzie asfalt, na którym należy się kierować w górę - w prawo, potem będzie jeszcze jedno skrzyżowanie, z nieco główniejszą drogą - kierujcie się w górę, w tym wypadku w lewo. Potem idźcie wzdłuż asfaltu, aż po lewej stronie ukaże się Wam szlak. Naprzeciwko będzie malutki parking, taki na trzy-cztery auta. 

Głodni? Świetnie, jest tam Avoca.

Horyzont pożarty przez chmury, styczeń 2016

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz